Rok temu (1 grudnia 2016) zacząłem chodzić na siłkę. Odbyłem łącznie 116 treningów (nie licząc brzuszków). To daje średnią 3 treningi/tydzień. Misja wykonana. Nigdy nie czułem się lepiej.

Ten tekst jest ważny przede wszystkim dla mnie – traktuję go jako podsumowanie mojej rocznej walki. 116 bitew = wygrana wojna, z samym sobą. 

Mam nadzieję, że chociaż trochę Cię zainspiruje. Każdemu z nas potrzebny jest czasem kop do działania – a nowy rok już za chwilę.

Uwaga: w tym wpisie świecę klatą (no homo).


W 2018 zacznie się bardziej konkretna praca nad poszczególnymi mięśniami. Mam w końcu fundamenty – płótno, na którym mogę malować obraz najlepszej wersji siebie.


Cyprian Kajetan


W pierwszym roku na siłowni:

  • Zadbałem o poprawną sylwetkę. Przestałem się garbić, bo mam teraz silne plecy i klatkę piersiową, którą mogę z dumą wypiąć.
  • Zadbałem o zarys sześciopaka. Przestałem mieć uczucie dyskomfortu, że tam na dole są tylko fałdki tłuszczu. Teraz są tylko mięśnie.
  • Zadbałem o silne ramiona i barki. Mogę dźwigać, podnosić, ciągnąć (i przywalić komuś, jeśli zajdzie potrzeba) – ta świadomość siły wpływa pozytywnie na wszystko, co robię.

Nie mam problemów z energią. W ciągu dnia muszę się jej pozbyć, bo inaczej nie zasnę wieczorem. Siłownia w dni wolne w połączeniu z cardio w pracy (kelner) stworzyła ze mnie maszynę do działania.

Brzuszki robię raz w tygodniu, z samego rana. Odpalam trening Big Brandona Cartera, wyciszam dźwięk z filmu, puszczam ulubioną muzykę lub jakiś interesujący wywiad/podcast i jazda:

Na siłkę chodzę zazwyczaj o godz. 12, czasem o 13 (jestem wtedy sam i nikt mi nie przeszkadza). Do tego czasu śpię/piszę/czytam lub załatwiam bieżące sprawy (pranie, sprzątanie, rachunki do opłacenia i inne pierdoły).

Kończę około 14.30 i idę na pierwszy posiłek dnia. Mam swoje źródełko. Zupa + drugie danie. Zawsze pysznie i zdrowo.

Stosuję post przerywany (Intermittent fasting). Jem tylko w trakcie „okna żywieniowego”, który sobie ustaliłem – czyli od 15 do powiedzmy 22, zanim położę się spać. Dzięki temu jestem ciągle skoncentrowany na pracy i działaniu oraz mam niski procent tłuszczu – mimo, że czasem lubię zgrzeszyć.

Nie stosuję żadnych odżywek. Biorę tylko cynk i magnez. A przed treningiem piję czarną kawę. To wszystko.


ckjaetat


Ludzie biczują się treningami i dietami, a wystarczy jeść i trenować.

Po prostu idź na siłownię i zacznij ćwiczyć.

Jak czegoś nie wiesz, rozejrzyj się po sali i spytaj jakiegoś doświadczonego lwa, na pewno Ci pomoże.

Ale zacznij. Nie twórz sobie wymówek, że jeszcze nie czas, że jesteś nieprzygotowany, że wiesz za mało – przestań. Pogódź się z tym, że jeśli chcesz zostać mocarzem, najpierw będziesz słabeuszem.

U mnie podział wygląda klasycznie:

1 trening: klatka

2 trening: biceps/triceps

3 trening: barki, plecy

Kiedy czuję, że mam siłę, robię też nogi – ale słucham swojego organizmu. Muszę uważać, z uwagi na moją pracę. W tygodniu robię po kilkadziesiąt kilometrów (spokojnie mógłbym wystartować w maratonie).

Po jakimś czasie dowiedziałem się, które ćwiczenia lubię robić – i na nich się skupiłem. Trening ma być dla mnie przede wszystkim miło spędzonym czasem – więc często biorę książkę i czytam ją między seriami. Nigdy się nie katuję – wolę ćwiczyć tak, aby mieć więcej energii po treningu, niż być wyczerpanym.

Systematyczność jest ważniejsza od intensywności. 

Ludzie przesadzają – i po 2,3 miesiącach odpuszczają. Aby tego uniknąć, zamiast robić intensywne treningi, po prostu ćwiczyłem systematycznie i ograniczyłem liczbę ćwiczeń do kilku najważniejszych. Dzięki temu nie miałem żadnej przerwy, nie wypadłem z „transu” i nie doznałem żadnej kontuzji.

Lepiej wprowadzać drobne nawyki i je wzmacniać – niż wielkie zmiany, które długo się nie utrzymają.

Siłownia tak jak biznes jest sportem dla długodystansowców i trzeba podejść do niej z długofalową strategią. Rezultaty pojawią się, jeśli konsekwentnie przez wiele tygodni będziesz wzmacniał daną partię.

Nie oba­wiam się ko­goś, kto tre­nuje 10000 kop­nięć, ale te­go, który 10000 ra­zy tre­nował jed­no kopnięcie.Bruce Lee

Systematyczność jest kluczem do sukcesu. Najlepsi sportowcy, twórcy – to Ci, którzy „budują” regularnie. Nie myślą o pogodzie i nastroju. Widzą tylko cel i małymi kroczkami się do niego zbliżają. Reszta nie jest tak istotna.


silka


Nie czekaj na nowy rok. Zacznij teraz.

Mamy 4 grudnia. Idealny czas, aby zacząć i uniknąć tłumów, które będą w styczniu. A w lutym/marcu i tak większość już odpuści.

Jak będzie z Tobą?

Wyznacz sobie z pozoru nieosiągalny cel, do którego będziesz systematycznie się zbliżał. Codziennie sobie o nim przypominaj, działaj i rozliczaj się z własnych postępów.

Tak przyjacielu, wygląda droga do wielkości.

Do następnego,

Cyprian


P.S. Tak jak w tekście sprzed roku, wrzucam zdjęcie Pani, która pyta, kiedy w końcu zaczniesz ćwiczyć. 🙂

zacznij-cwiczyc


Cyprian Kajetan

Podobał Ci się wpis?
Dołącz do Hustle Club