Samotność Samodoskonalenia


Zacząłem moją przygodę na poważnie z self-improvement na początku tego roku.

Siłownia, książki, medytacja, dziennik, pielęgnacja, detox od social mediów, szachy, wartościowe posiłki, mądra konsumpcja oraz mądre tworzenie. 

Zdrowie mentalne rośnie. Gromadzę zapasy tej psychicznej siły i dotarłem do jednej, istotnej refleksji..

Czuję się samotny w tej podróży. 

Jeśli poruszam z kimś temat samodoskonalenia, te osoby zachowują się na trzy sposoby: Albo mnie krytykują, drugi, klasyka gatunku, czyli reakcja „Świetnie!”, „Najs” i szybkie przejście do innych, bzdurnych tematów, oraz trzeci, czyli po prostu milczą, jakby to, co mówisz, było tematem „tabu”, czymś niewygodnym do rozmowy, lub po prostu mniej interesującym niż np. rozmowa o bzdurach i rozrywce. 

Być może miałeś kiedyś lub będziesz mieć taką konwersację, taką głębszą, na temat sensu istnienia.. gdzie okazuje się, że rozwiązaniem znajomych będzie podejście „Let’s have fun!”. Nic tak naprawdę nie ma znaczenia, po co się starać. I tak wszyscy umrzemy. 

To taki rodzaj filozofii, który raczej nie podziela entuzjazmu do rozwoju, nauki, doskonalenia się. Raczej do trwonienia czasu, do przyjemnego zaniedbania, ucieczki w niezdrowe, aczkolwiek przyjemne nawyki. Stawia szybką gratyfikację na pierwszym miejscu. Mieć wszystko w d. Pić, jeść, spać, jak mawia klasyk. Życie jakoś samo o siebie zadba. Lepiej też nie pragnąć zbyt wiele, aby uniknąć rozczarowania. 

Zazwyczaj nie mam odpowiedzi na tak przedstawiony styl życia, tzw. filozofię „yolo”. Może mógłbym odpowiedzieć w ten sposób: Jeśli technicznie rzecz biorąc, nic nie ma znaczenia, bo i tak wszyscy umrzemy – ja wciąż tu jestem i mój ludzki instynkt przetrwania funkcjonuje całkiem nieźle..

Ok, masz prawo dobrze się bawić, naprawdę – ale jeśli idzie to w połączeniu z życiem w akcie cichej desperacji, a nawet depresji, to już chyba nie jest fun. To już wymaga pewnego zastanowienia się i przemyślenia pewnych zachowań. 

Inaczej sprawa wygląda jeśli faktycznie dbasz o siebie, ulepszasz, dokonujesz postępów, małymi krokami posuwasz się do przodu.. ale czy moja odpowiedź będzie mieć znaczenie? 

Otóż człowiek przekonany wbrew swojej woli, nadal jest człowiekiem tego samego zdania.

Mogę gadać i gadać o dobrych nawykach, które mi pomogły, to nie będzie mieć znaczenia. Mógłbym dołożyć do tego najcięższe dowody, badania amerykańskich naukowców… że to jest dobre, to jest złe – cóż, takie kaznodziejskie przemówienia nic nie zmienią. 

Samodoskonalenie nie działa w ten sposób. Możesz przekazać komuś całą swoją wiedzę, pokazać dowody na to, jak te nowe życie i nowe nawyki zmieniły Cię na lepsze – ale wciąż to zależy od nich, od tych osób, czy chcą sobie pomóc. Innymi słowy, nie możesz ocalić nikogo. 

Jeśli naprawdę chcesz zaprosić swoich znajomych do tej podróży, do statku o nazwie „self-improvement”, jest na to jeden sposób. Tylko jeden. 

Nie mów. Pokaż. 

Jeden z moich znajomych dwa, trzy miesiące temu zaczął sięgać po całkiem mądre książki, które faktycznie zaczęły pomagać mu w zrozumieniu i rozwiązywaniu własnych problemów.

Jakiś czas temu spotkaliśmy się i powiedział mi, że powodem, dla którego zaczął czytać (a wcześniej czytanie zupełnie go nie interesowało) byłem ja i widoczny postęp jaki zrobiłem. A że często wspominałem o książkach, jak o najlepszych kompanach mojej podróży, sprawdził moją stronę i zaczął przeglądać pozycje, które się tam znajdują, zaczynając od „Atomowych nawyków”. Na dodatek zaczął grać w szachy, mając wcześniej znikome pojęcie o tej grze. 

Nie zaczął czytać, bo powiedziałem mu, żeby przeczytał A, B i C. Nie zaczął grać w szachy, bo powiedziałem mu, żeby zamiast bezmyślnie scrollować Tiktoka, zaczął grać w szachy online.

Zaczął czytać i grać w szachy, bo zauważył mnie i mój progres i chciał tego samego. 

Jeśli chcesz komuś naprawdę pomóc, skup się na sobie. Rozwijaj się. Ulepszaj. Buduj swoje imperium.

Bycie przykładem nie zawsze będzie działać. W zasadzie często nie będzie. Ludzie są zbyt uzależnieni i przywiązani do natychmiastowej gratyfikacji, do nie myślenia.

Niemniej jednak, ulepszenia jakich dokonujesz u siebie, nieważne, czy chodzi o Twoje ciało, Twój umysł, Twój biznes, Twoją relacje – pokazują coś Twoim znajomym i ma to o wiele większy wpływ na nich, niż kaznodziejskie gadanie i przekonywanie.

Zamiast mówić, „oh stary, medytacja jest taka super”, pokaż jaki jesteś spokojny, opanowany, zrelaksowany. Sami zaczną pytać, jak Ty to robisz. 

Strategia „nie mów, pokaż” doprowadziła mnie do kolejnej refleksji. Tak naprawdę, nikt w Ciebie nie wierzy. Do momentu, kiedy inni nie zobaczą, nie będą wierzyć, nikogo to nie będzie obchodzić.

Jakiś kanał na YouTube, blog, streszczenia książek – będą widzieli to jako mało znaczące hobby, na które marnuję swój czas.

Nie rozumieją mojej perspektywy, albo nie zależy im na zrozumieniu jej. Nie są i prawdopobnie nigdy nie będą na drodze samodoskonalenia.

Mógłbym im wytłumaczyć dokładne plany związane z YT, BK i z życiem w ogóle – moją filozofię i powiedzieliby, że to po prostu śmieszne i powinienem „wrócić na ziemię.” 

Do tego dołożyliby zestaw najlepszych rad ever: Stabilna praca, kredyt, dom, emerytura, śmierć. Emerytura, samochód w leasingu.. i wakacje. 2 tygodnie tu, 2 tygodnie tam…

Część Twoich znajomych, rodzina, będą Ci sprzedawać te złote mądrości – ale spójrz na nich, czy oni faktycznie lubią swoje życie, które sprzedają innym jako najlepszą receptę na istnienie?

Idą tym utartym, skostniałym schematem, pracują ciężko, idą do „stabilnej” pracy.. Większość dorosłych nienawidzi takiego życia, ale wciąż usłyszysz od nich te same rady i wskazówki.

Okej, jeśli jesteś mega zajarany studiowaniem medycyny albo prawa, idź w tym kierunku, jeśli naprawdę tego chcesz i to lubisz.. a nie dlatego, że ktoś oczekuje, że to zrobisz. 

Moją pasją jest dążenie do finansowej niezależności, a nie do finansowego bezpieczeństwa i stabilizacji, a to różnica.

Moją pasją jest dążenie do bycia lepszą wersją siebie, pozbywanie się mojej ignorancji, zgłębianie wiedzy na różne tematy, budowanie własnego imperium. Tylko w tym wypadku mogę liczyć na prawdziwą motywację, która popycha mnie do przodu.

Celem tego wpisu jest wiadomość, którą chcę Ci teraz przekazać, po tak długim wstępie: 

Czasami lepiej jest być samemu, niż otaczać się ludźmi, którzy ciągną Cię w dół i sabotują Twój styl życia.

Rozejrzyj się, spójrz na ich nawyki, o której wstają, co robią z wolnym czasem, jak sumiennie pracują, jak o siebie dbają, jakie jest ich skupienie, jakie są ich zmartwienia – i jak bardzo śmiali są w krytykowaniu Cię za drogę, którą obrałeś. Drogę samodoskonalenia.

To nie są Twoi znajomi, to nie są Twoi przyjaciele. Jesteś średnią 5 osób, z którymi spędzasz najwięcej czasu. Zastanów się. Wybieraj mądrze, kogo dopuszczasz do swojego życia.

Nie chcesz iść też w drugą, ekstremalną stronę i teraz nie mieć żadnych przyjaciół, żadnych znajomych, bo tak bardzo podniosłeś poprzeczkę wejścia do Twojego specjalnego kręgu. 

Nie izoluj się kompletnie, po prostu nie bądź z ludźmi, bo tak wypada, nie miej znajomych/przyjaciół tylko dlatego, że wypada ich mieć, nie chodź z nimi tam, bo wypada tam iść, nie rób z nimi czegoś, czego nie chcesz, ale wypada to robić.

Nie zawieraj znajomości, z czystej potrzeby ich zawierania. Nie różni się to niczym od szybkiej gratyfikacji.

Wracając do „nie mów, pokaż”, to jeśli uda Ci się poprzez przykład, zwerbować kogoś z Twoich znajomych do grona „orłów” – osób wznoszących się, rozwijających – będzie to z pewnością korzystne dla obu stron.

Otaczanie się znajomymi, którzy się wzmacniają, ulepszają razem z Tobą, to wspaniałe, uskrzydlające uczucie. Możecie wznosić się razem, wzajemnie motywować, wręcz konkurować ze sobą, ale to mądre konkurowanie, z korzyścią dla wszystkich. 

Aby tak się stało, przez pewien czas skup się na sobie. A kiedy znajomi zaczną zauważać Twój postęp, nie rób z siebie kaznodziei i mędrca, uciekaj od bycia autorytetem. Milcz i działaj jak do tego pory.

Ulepszaj, rozwijaj, buduj. Znajomi będą przychodzić i pytać, jak zrobiłeś A, B i C, powiedz im, wytłumacz na spokojnie. Ignorujące Cię do tej pory osoby będą pisać Ci miłe wiadomości, że dzięki Tobie też zaczynają się starać. Podziękuj i dalej rób swoje.

„Cyprian, ale jeśli śmierć to koniec, to jaki w tym sens? Jaki jest sens w staraniu się i tym całym doskonaleniu?”

Wyobraź sobie film, w którym nic się nie dzieje.

Główna postać egzystuje, zamiast ekscytować się życiem.

Nie jest to wartościowe dzieło, nie inspiruje Cię, nie jest piękne. Ot taki Netflixowy przeciętniak.

Z czasem zaczynasz żałować zmarnowanego czasu i nie masz ochoty oglądać filmu do końca.

A teraz wyobraź sobie film, który jest wartościowy, piękny, ma wiele zwrotów akcji, jest w nim przygoda, radość i zabawa.

Trud, niebezpieczeństwo, poświęcenie, ale też nadzieja, inspiracja, wzruszenie, nagroda.

Pokazuje Ci, jak może wyglądać życie, w które włoży się pewien wysiłek.

Pokazuje Ci skarb, jaki otrzymujesz, po pokonaniu smoka/problemu.

Pokazuje Ci bohaterstwo w człowieku.

Który film wybierzesz?

Hm, powiedzmy, że ten drugi. A więc oglądasz ten film z wypiekami na twarzy, oczy Ci się błyszczą, czujesz natchnienie, czujesz się jak główny bohater.. „To w zasadzie ja!” myślisz – a ktoś przypomina Ci nagle, że film się kiedyś skończy.

Czy stwierdzasz wtedy, że to bez sensu i go wyłączasz? 

Potraktuj swoje życie jak wspaniały film. Nie taki 6/10, tylko arcydzieło. Ponadczasowe kino.

Film pt. „Życie”, który jest tak cenny, bo nie możesz go znowu obejrzeć, nie możesz zagrać w nim ponownie.

Kiedy pojmiesz, że nie jesteś wieczny, życie nabiera magicznego wymiaru.

Zaczynasz się starać. Pewnego dnia zjesz ostatni posiłek i po raz ostatni uściskasz bliską Ci osobę. Możesz tego nie wiedzieć, kiedy to nastąpi, dlatego należy to robić z pasją.

Docenić te kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, które przed sobą mamy – bo to tak naprawdę wszystko, co posiadamy. 

Tym miłym, trochę memento mori akcentem, kończę ten wpis.

Dziękuję za Twoją uwagę.

Cyprian

Scroll to Top