Cicha Desperacja vs Cicha Determinacja


Zauważyłem, że często boimy się ciszy. 

Boimy się nudy. Boimy się zostać sami z własnymi myślami. Musimy być czymś zajęci. 

Dlatego wyjmujemy smartfony, kiedy czekamy w kolejce w kawiarni lub w supermarkecie. 

W ten sposób uciekamy od zadawania sobie ważnych, głębokich pytań. Gdzie poszukując odpowiedzi musimy być brutalnie szczerzy wobec siebie.

Boimy się tak bardzo, że aby temu zapobiec, zaczynamy konsumować mało znaczące treści.

„Masy ludzi żyją w cichej desperacji.”

– Henry David Thoreau

Wiele firm zarabia ogromne pieniądze na ludzkim lęku – strachu przed nudą i samotnością. Te firmy próbują zakrzyczeć nas samych.

Instagram. Tiktok. Netflix. Oferta specjalnej diety dla mózgu. Karmienie często wątpliwej jakości, płytkimi informacjami, chroniąc nasz umysł przed niebezpiecznym, samodzielnym, głębokim myśleniem.

Nasze smartfony skutecznie wypełniają te momenty w ciągu dnia, które powinniśmy przeznaczać na własne myśli. 

Zapominamy co naprawdę chcemy osiągnąć. Przez natłok bieżących spraw i wydarzeń, umyka nam esencja. Zamiast robić to, co nas szczerze ekscytuje, robimy to, co “powinniśmy” robić. 

Piękne, barwne zdjęcia/filmy są przecież tak ciekawe i tak uzależniające. Nie wymagają wysiłku i dostarczają szybkich zastrzyków dopaminy. A własne myśli to trudne pytania i jeszcze trudniejsze odpowiedzi. Taka umysłowa praca nie brzmi atrakcyjnie. 

Wiele tracimy konsumując fast food. Dopasowując się do społecznych norm i schematycznego myślenia, nie pozwalamy sobie wznieść się wyżej.

I tak wegetujemy. Egzystujemy. Powoli, po cichutku umieramy. Potulnie dajemy się prowadzić i nawet za tę podróż płacić – bo przecież to, czym nas karmią, jest całkiem smaczne. Łatwo dostępne, zawsze pod ręką, nieograniczone, uzależniające. 

Jednak komfort i wygoda mają swoją cenę, nawet jeśli nie jest wypisana na metce – jest nią nie tylko stracony czas i uwaga, ale również własna osobowość, własne JA. Własny potencjał. 

Indywidualizm idzie do kosza. Witamy w erze robotów-klonów.

A kiedy kończy nam się bateria w smartfonie, zaczynamy panikować.

Następuje zderzenie z rzeczywistością. 

Co teraz?

MUSZĘ się czymś zająć (kult bycia zajętym wszystkim, tylko nie życiem). 

MUSZĘ oderwać się od przeciętnej codzienności (siebie). 

NIE MOGĘ zostać sam z własnymi myślami (z sobą). 

Ktoś cwany wpadł na powerbanki. Uff, koniec z lękiem po wyczerpanej baterii!

Niektórzy ludzie robią świetny biznes na strachu, niepewności i niespełnieniu. Tworzą coraz to nowsze narzędzia i usługi, a mniej świadome osoby bezmyślnie wpadają w te sidła, a później nie potrafią się uwolnić. 

To nie rozwiązuje problemu, wręcz tę ”cichą desperację” pogłębia. Uczucie pustki wraca, jeśli nie dostarczymy sobie kolejnego “zastrzyku” tego, czego nam brakuje. Bo wciąż nam czegoś brakuje. 

Na tym polegają te biznesy – uzależnić od produktu, abyśmy chcieli więcej i więcej. Nie wyobrażamy sobie życia bez x i y. 

Przywiązanie, a nie pomaganie. A jeśli pomaganie, to przez przywiązanie. 

Jeśli to zrozumiesz, będziesz fatalnym konsumentem. Najgorszym. Nikt na Tobie nie zarobi. Bo pogłębiając swoją świadomość, zaczniesz unikać pułapek, przestaniesz tak “potrzebować” i zaczniesz myśleć samodzielnie. 

Boimy się dziś stanąć twarzą w twarz z uczciwą prawdą o sobie – więc chowamy się za natłokiem nieistotnych rzeczy. Mimo tego, że technologia rozwija się w zatrważającym tempie i pozwala nam zaoszczędzić czas praktycznie na każdej czynności – wciąż czujemy się zajęci, ciągle brakuje nam czasu. Czy to nie absurd? 

Płyniemy na tej tratwie po wodzie zdatnej do picia – i spragnieni szukamy wody w miejscach, gdzie jej nie ma. 

Blokujemy się technologią i sabotujemy własne myśli. Coraz trudniej wrócić nam do rzeczywistości i widzieć w niej coś atrakcyjnego. Stajemy się nieobecni, wyglądamy jak sterowane przez smartfony zombie. Nie czujemy kontaktu z samym sobą i z otoczeniem. Lepiej niż siebie, znamy swój dopieszczony profil na Instagramie i profile innych osób, które nieustannie podglądamy. 

Boimy się wielu rzeczy: negatywnej oceny, podjęcia ryzyka, straty, zmiany, popełnienia błędu, konliktów, odrzucenia, ciszy, samotności, śmierci. Nauczyliśmy się skutecznie to kamuflować. Znajdujemy plasterki na ból istnienia, które otaczają nas z każdej strony i proszą o naszą uwagę/pieniądze. 

Internet jest takim wspaniałym narzędziem kamuflażu. Można stworzyć drugie, lepsze JA. Można stworzyć fikcyjną narrację i w nią uwierzyć. Można założyć maskę człowieka szczęśliwego, człowieka sukcesu, poukładanego – mającego życie pod kontrolą. 

Ale w tym prawdziwym świecie lęk powróci. 

Świadomość i zrozumienie. Tego naprawdę potrzebujemy. Wartościowej wiedzy. Wartościowych źródeł, wartościowych relacji, wartościowych narzędzi. Mniej konsumowania, a więcej twórczego, aktywnego zajęcia. Czegoś, co nada znaczenie naszemu życiu i głębszy sens.

Nie specyfikacja nowego iPhone’a, tylko wiedza o sobie. Wiedza o bliskich Ci osobach. Wybór tego, co ważne, a nie tylko tego, co interesujące.

Pamiętasz, co mówił Sun Tzu? Jeśli chcesz wygrać bitwę, poznaj siebie i poznaj wroga.

„Cicha desperacja” doprowadza nas do tego, że:

  • pozwalamy zmarnować swój potencjał
  • tkwimy w związkach, które nas nie cieszą
  • żyjemy w sposób, który nas nie satysfakcjonuje

Zamiast skupić się na tym, co ma znaczenie, co nas uszczęśliwia – godzimy się na przeciętność i uciekamy w nieistotne.

Jak wyjść z tej cichej desperacji? Jak zacząć ekscytować się życiem, a nie tylko egzystować i udawać, że świetnie się bawimy?

Na pewno warto przypominać sobie, co jest do stracenia, jeśli nie będziemy zdeterminowani w obronie własnego JA. Strzeżmy tego, co nas wzmacnia. Nie dajmy się temu, co nas osłabia, nawet jeśli jest zawinięte w złoty papierek. Brońmy swojej uwagi, własnego potencjału, indywidualizmu i przekonań. 

Aby to zrobić, potrzebujemy pewnej porcji determinacji. 

Będziesz toczył wojnę z miejscami, które chcą pozbawić Cię czasu, uwagi, samodzielnego myślenia, ciszy i spokoju. 

A tylko swoimi myślami możesz coś zmienić i coś poprawić. Dlatego nie można ich wiecznie blokować i od nich uciekać. 

Wewnątrz nas drzemią odpowiedzi na wszystkie ważne pytania. Tam są drogowskazy. A lepsze pytania tworzą lepsze życie. 

  • Co mnie ekscytuje?
  • Co lubię robić?
  • O czym marzę?
  • Co jest dla mnie ważne?
  • Kiedy byłem w życiu najbardziej szczęśliwy?
  • Co daje mi w życiu przyjemność?
  • Co w sobie cenię?
  • Co odsuwam w czasie z powodu strachu?
  • Jakie marzenie chciałabym teraz spełnić?
  • Czego najbardziej obawiam się stracić?

Odpowiedzi na te pytania, pokazują Twoje priorytety. Widzisz, że większość rzeczy, którymi się martwiłeś, nie ma znaczenia – oprócz tych naprawdę istotnych.

Każda odpowiedź jest skarbem. Bądź poszukiwaczem skarbów. Twoją mapą prowadzącą do skarbów, jest Twój wewnętrzny głos, ale też wiedza o sobie i świecie, doświadczenie i umiejętności, które zebrałeś po drodze.

Ci, którzy zadają sobie ważne pytania, stają się bardziej świadomi własnych potrzeb. Przez to ich życie jest bogatsze i pełniejsze. Wiedzą, czego chcą i wiedzą, czego nie chcą. Nie zgadzają się na wszystko. Znają swój kierunek. Obrali pewną drogę, która im pasuje – i nie zastanawiają się, czy ta droga pasuje komuś innemu. 

Pewność siebie, spokój i harmonię daje świadomość życia w zgodzie ze sobą. Niestety wiele osób zbyt późno zadaje sobie ważne pytania. Na ich drodze do samopoznania stali przeciwnicy, których nie pokonali. 

Jeśli chcemy zejść z tej drogi cichej desperacji i wkroczyć na drogę cichej determinacji, powinniśmy ograniczyć nieistotny szum, aby zacząć słyszeć. Siebie i innych. Zwolnić. Delektować się. Odnaleźć spokój w cichej kontemplacji. Dojrzeć do tego, że mniej znaczy więcej. 

To nie będą tylko przyjemne emocje. Strach, nuda, samotność nie rozpłyną się w powietrzu. Pokonać lęk nie oznacza wyeliminować go. Lęk będzie towarzyszył nam przez całe życie. 

Wszystko co nowe, nieznane i niepewne – będzie przynosiło lęk. Wystarczy to zaakceptować. 

Kiedy akceptujemy życie z jego pełną paletą barw (amor fati)  i dążymy do bycia zmianą, którą sami chcemy zobaczyć u innych – zamieniamy cichą desperacją w cichą determinację.

Dlaczego cicha? Bo ta zmiana nie krzyczy i często nie jest widoczna na pierwszy rzut oka. Stajemy się wręcz niewidzialni, bo przestajemy o tę uwagę zabiegać.

Przestajemy się interesować tym, co robią inni. Wycofujemy się, wysiadamy z autobusu ciągłego porównywania i posiadania wciąż za mało. 

Była mądra sowa, co na dębie żyła.

Im więcej widziała, tym mniej mówiła.

A im mniej mówiła, tym więcej słyszała.

Czemu tak nie może robić ludzkość cała?”

Stajemy się mniej potrzebujący, a przez to bardziej cisi dla otoczenia. Do tego zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę nasze cele, pragnienia i potrzeby nikogo nie obchodzą. 

Przez większość czasu ludzie myślą o swoim interesie. Chcą jedynie wersji Ciebie, która najlepiej im służy. Jak przestaniesz do niej pasować, zapomną o Tobie. 

Jesteś sam i jeśli chcesz żyć na własnych warunkach, zamienić desperację na determinację – musisz polubić się z ciszą. 

Cisza wcale nie jest zła. Można znaleźć w niej ukojenie. Po prostu jesteś uzależniony od szumu i walidacji. Jak tylko odstawisz szum, zaczniesz wracać do zdrowia. Przywrócisz kontakt z rzeczywistością i znów będziesz widzieć ją oczami dziecka. 

Nuda i samotność nie będą tak przerażały. Będą czymś normalnym, czymś, co się zdarza, bo tym jest życie. Słońcem i deszczem. Ying i yang. 

Uważam, że tylko osoby, które oswoiły samotność, naprawdę potrafią docenić towarzystwo innych. Potrafią skupić się na ludziach, a jednocześnie kochają życie w pojedynkę. 

Wolę czuć smutek niż próbować od niego uciekać. Być człowiekiem, a nie maszyną. Być kimś, komu się chce. Być zdolnym do podejmowania samodzielnych decyzji spowodowanych wewnętrznym przekonaniem i siłą woli, a nie społecznymi oczekiwaniami. 

Niezłomnie i pomalutku dążyć do czegoś mimo wszelkich trudności, a nie uciekać w szybką gratyfikację, aby poczuć się przez chwilę lepiej. Unikać tych pułapek zastawianych wszędzie i prowadzących do życia w akcie cichej desperacji. 

Media kuszą nas coraz to nowymi obiektami westchnień. Ale czy faktycznie potrzebujemy ich do szczęścia? Czy potrzebujemy tak wiele?

Nic, co wartościowe, nie przychodzi łatwo. Nikt też nie obiecał (oprócz szarlatanów), że życie nie będzie trudne i czasem nie da w kość. Ja też Ci tego nie obiecam. 

Ale idąc przez te trudy do gwiazd, szlakiem cichej determinacji, będzie czekać na Ciebie wiele skarbów, o które warto stoczyć walkę. 

Uniwersalne paliwa radości: Spełnienie, harmonia, spokój, miłość. Wolność i kontrola nad swoim losem. To bogactwa, których nie znajdziesz na drodze cichej desperacji.

“Bardziej niż Twoje wynagrodzenie. Bardziej niż wielkość Twojego domu. Bardziej niż prestiż Twojej pracy. Kontrola umożliwiająca robienie tego, co chcesz, kiedy chcesz i z kim chcesz, jest największą zmienną dotyczącą stylu życia, która wpływa na nasze poczucie szczęścia.” 

– Morgan Housel

Zaczniesz widzieć świat, który stał przed Tobą otworem, ale byłeś zbyt zajęty szumem. Pełen możliwości, których być może wcześniej nie dostrzegałeś. Pełny skarbów, które czekają na śmiałka, który po nie sięgnie. 

Na co czekasz? Nie wahaj się i czym prędzej wyruszaj w podróż cichej determinacji.

W przyszłości sobie za to podziękujesz.

A ja dziękuję za Twoją uwagę.

Cyprian

Scroll to Top